Sai (sztylet)
Z Wikipedii
Sai (jap. 釵) inaczej "róg śmierci", to japońska broń defensywna podobna do widełek. Składa się z ramienia głównego (monouchi) (40-60cm), czubka, którym uderza się przy rzucie (saki) i dwóch ramion bocznych (yoku), które są znacznie krótsze. Czubek yoku to tsune. Panuje błędne przekonanie, że ramiona posiadają zaostrzone krawędzie boczne, podczas gdy najczęściej spotykanym jest przekrój okrągły. Sai posiada także głownię (gashira), która służy do zadawania ciosów obuchowych. Sai używany był przez wojowników Ninja, a także przez policjantów w Okinawie. Szczególnie przydatny do wytrącania broni przeciwnika, pierwotnie używany przez chłopów na plantacjach ryżu do robienia otworów na sadzonki. Dopiero po rewolucji Meiji (1868r) Sai posłużyło japońskim chłopom jako broń.
Współcześnie sztukę walki sai ćwiczy się w ramach treningu uzupełniającego w karate, oraz jako jedno z podstawowych narzędzi kobudo.
[edytuj] Zobacz też
| "Tusk polubił Urbańskiego i chroni go jak swoich nieudolnych ministrów" |
|
Wczoraj Sejm podtrzymał weto prezydenta do nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Weto przeszło "głosami" lewicy, która wstrzymała się od głosowania. - SLD chce zmian w mediach publicznych, niestety Platforma Obywatelska przeforsowała projekt niedemokratyczny - komentuje sprawę Joanna Senyszyn na swoim blogu w Onet.pl.
|
| Mieszkańcy gminy zakończyli głodówkę |
|
Głodujący od poniedziałku mieszkańcy gminy Ełk (Warmińsko-Mazurskie) zawiesili protest i rozeszli się do domów. Zapowiedzieli jednocześnie, że wrócą "czuwać w urzędzie" w poniedziałek rano.
|
| Kolejki tirów na Lubelszczyźnie |
|
Przed przejściami granicznymi z Ukrainą w Dorohusku i Hrebennem na Lubelszczyźnie stoją setki tirów. Czas oczekiwania na odprawę na obu przejściach wynosi 35 godzin.
|
| Tragiczny poranek w łódzkim - trzy osoby zginęły |
|
Trzy osoby zginęły w dwóch wypadkach, do jakich doszło rano na drogach województwa łódzkiego - poinformowali dyżurni policji i straży pożarnej.
|
| "Dobra pomoc to szybka pomoc" |
|
Premier Donald Tusk i wicepremier, minister spraw wewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna przyjechali rano na Podhale, gdzie oceniają straty po gwałtownych opadach deszczu. - Najważniejsze, że nie zawiedli ludzie - mówił premier do dziennikarzy.
|
